Czy Stary Testament to tylko żydowska księga? Dlaczego chrześcijanin nie może go odrzucić

Stary Testament to nie turpistyczna kronika Izraela z religijnym sosem, lecz natchniony początek jednej historii zbawienia. Argument dla chrześcijan.

Krąży pewien pogląd na Stary Testament - czasem wypowiedziany wprost, częściej obecny jako ciche założenie. Brzmi mniej więcej tak: to ponura historia jednego narodu, okraszona religijnym sosem. Krwawa kronika plemienia, które wyrżnęło sąsiadów, dorobiło się królów, przegrało wojny, poszło na wygnanie - a wszystko to opisało tak, jakby stał za tym Bóg. Z tego poglądu płynie wniosek: to nie jest natchnione Słowo Boga. To żydowska księga narodowa, z której do dziś wyprowadza się prawo do ziemi i do panowania nad innymi narodami.

Brzmi to trzeźwo, niemal odważnie. I jest gruntownie błędne - nie dlatego, że ktoś jest złośliwy, lecz dlatego, że nie wie, co tak naprawdę trzyma w ręku, gdy bierze Stary Testament.

Bo Stary Testament nie jest kroniką jednego narodu. Jest początkiem jednej historii - historii, którą pisze Bóg, a której drugą połowę dopisuje Nowy Testament. To jedna księga w dwóch aktach, nie dwie obce sobie biblioteki. I chcę to w tym tekście pokazać - spokojnie, po kolei, na faktach. A na koniec rozbroję ten najczęściej powtarzany zarzut: że ze Starego Testamentu wynika dziś czyjeś prawo do ziemi i władzy.

Najpierw policzmy księgi

Zacznijmy od rzeczy najprostszej, którą prawie nikt nie sprawdza, zanim wyda wyrok. Z czego właściwie składa się Stary Testament?

Jeśli ktoś mówi “ponura historia Izraela”, to znaczy, że w głowie ma mniej więcej jedną rzecz: wojny, podboje, rzezie, intrygi dworskie. Owszem - takie księgi w Starym Testamencie są. Jozue, Sędziowie, Księgi Samuela, Księgi Królewskie, Kroniki. Tyle że to jest fragment całości, nie całość.

Policzmy uczciwie, co jeszcze tam jest:

  • Tora (Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Liczb, Powtórzonego Prawa) - nie kronika narodu, lecz opowieść o stworzeniu świata, o człowieku, o grzechu i o prawie moralnym. Pierwsze jedenaście rozdziałów Księgi Rodzaju w ogóle nie dotyczy Izraela - dotyczy całej ludzkości.
  • Księgi mądrościowe - Hiob, Przysłowia, Kohelet (Eklezjastes), Mądrość Syracha, Księga Mądrości. To rozważania o cierpieniu, sensie życia, przemijaniu, roztropności. Ani słowa o podbojach.
  • Poezja i modlitwa - Księga Psalmów, sto pięćdziesiąt modlitw i pieśni, najczęściej cytowana księga całej Biblii. Pieśń nad pieśniami - poemat o miłości.
  • Prorocy - Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel, Daniel i dwunastu mniejszych. To nie kronikarze, lecz sumienie - ludzie, którzy grzmieli przeciwko niesprawiedliwości, wyzyskowi ubogich, pustej religijności i zapowiadali nadejście Mesjasza.

Zatrzymaj się na moment. Z czterdziestu kilku ksiąg Starego Testamentu stricte historyczno-narodowe są może dwie garście. Reszta to prawo, mądrość, poezja, modlitwa i proroctwo. Nazwać to “krwawą kroniką jednego narodu” to mniej więcej tak, jakby nazwać wielką bibliotekę “zbiorem instrukcji obsługi”, bo na jednej półce stoją instrukcje.

To nie jest detal. To pokazuje, że zarzut bierze się z nieprzeczytania. Człowiek, który naprawdę przeszedł przez Hioba, Psalmy, Koheleta i Izajasza, nie powie, że to kronika plemienna - bo zobaczy, że to jedna z najgłębszych refleksji nad ludzkim losem, jaką wydała ludzkość.

Księga Rodzaju to historia każdego z nas

Idźmy do samego początku - bo tam najszybciej widać, że Stary Testament nie jest “żydowski” w tym wąskim, plemiennym sensie.

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.

- Rdz 1:27 (BT)

To jest pierwsze zdanie o człowieku w całej Biblii. I nie mówi: “stworzył Bóg Izraelitę”. Mówi: stworzył człowieka - każdego, na swój obraz. Cała nauka o godności człowieka, na której stoi zachodnia cywilizacja, prawa człowieka, przekonanie, że każda osoba ma nieskończoną wartość - wypływa z tego jednego wersetu. To nie jest własność jednego narodu. To fundament antropologii całej ludzkości.

Pierwsze jedenaście rozdziałów Księgi Rodzaju - stworzenie, ogród, upadek, Kain i Abel, potop, wieża Babel - to opowieść, w której nie ma jeszcze żadnego Izraela. Izrael, w osobie Abrahama, pojawia się dopiero w rozdziale dwunastym. Zanim to nastąpi, Biblia opowiada o tym, co dotyczy wszystkich ludzi bez wyjątku: skąd się wzięliśmy, dlaczego jesteśmy wolni, dlaczego cierpimy, skąd w nas zło.

Wzięła zatem z jego owoców i jadła; dała też swemu mężowi, który był z nią: a on jadł.

- Rdz 3:6 (BT)

To nie jest opis błędu jednego plemienia. To opis mojego i twojego wyboru - wieczna scena człowieka, który mając wolność, sięga po to, czego nie powinien. Każdy z nas powtarza Eden codziennie. Dlatego ta księga jest stara jak świat i świeża jak dzisiejsza poranna pokusa.

A skoro Bóg dał człowiekowi wolność sięgnięcia po zło - to dał mu też realną wolność. Pisałem o tym osobno, w tekście o wolnej woli jako największym darze i największym ryzyku. Tu wystarczy powiedzieć: dramat z Księgi Rodzaju to nie żydowska legenda. To diagnoza kondycji ludzkiej, trafniejsza niż niejeden tom filozofii.

Prawo i mądrość - dla wszystkich, nie dla jednych

Pójdźmy dalej. Drugim wielkim darem Starego Testamentu jest prawo moralne - i znów, nie plemienne, lecz powszechne.

Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł. Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.

- Wj 20:13-16 (BT)

Pokaż mi cywilizację, kulturę albo system prawny, który mógłby przetrwać, odrzucając te zdania. Nie znajdziesz takiej. Dekalog nie jest lokalnym obyczajem starożytnego Bliskiego Wschodu - jest kręgosłupem moralnym, na którym do dziś stoi cały świat, także ten, który o Bogu nie chce słyszeć. Ateista, który mówi “nie wolno mordować”, nieświadomie cytuje Synaj.

A obok prawa - mądrość. I tu obraz “ponurej kroniki” rozsypuje się najszybciej. Bo posłuchaj, jak brzmi serce ksiąg mądrościowych:

Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna.

- Prz 3:5-6 (BT)

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem.

- Koh 3:1 (BT)

To nie jest kronika rzezi. To jest najczystsza mądrość o tym, jak żyć - cytowana, śpiewana i powtarzana przez ludzi wszystkich kultur, często nawet niewierzących. Księga Hioba mierzy się z najtrudniejszym pytaniem, jakie zna człowiek - dlaczego cierpi niewinny - i robi to z odwagą, której nie powstydziłaby się żadna filozofia (pisałem o tym w tekście o Hiobie i heroizmie człowieka, który stracił wszystko). Psalmy są szkołą modlitwy dla całego świata. A Pieśń nad pieśniami to poemat o miłości tak śmiały, że niejeden by się zdziwił, znajdując go w “religijnej książce”.

Człowiek, który to przeczytał, nie nazwie Starego Testamentu kroniką krwi. Nazwie go tak tylko ten, kto go nie otworzył.

Cała ta księga wskazuje na Chrystusa

Tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej dla chrześcijanina. Stary Testament nie jest zamkniętą, samowystarczalną księgą jednego narodu, bo on na coś czeka. Cały jest napięty ku przyszłości, cały wskazuje palcem poza siebie - na Mesjasza.

Już w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, tuż po upadku, pada pierwsza zapowiedź:

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.

- Rdz 3:15 (BT)

Chrześcijańska tradycja nazywa to “protoewangelią” - pierwszą Dobrą Nowiną, ukrytą już na samym początku. A potem przez całe stulecia zapowiedzi gęstnieją. Najpełniej brzmi to u Izajasza, siedemset lat przed Chrystusem:

Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.

- Iz 53:5 (BT)

Przeczytaj to i zapytaj uczciwie: o kim mowa? To napisano siedem wieków przed Golgotą, a brzmi jak relacja naocznego świadka spod krzyża. Psalm 22 zaczyna się od słów “Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” - tych samych, które Chrystus wypowie na krzyżu - i opisuje przebite ręce i nogi oraz losowanie szat, na wieki przed ukrzyżowaniem. Micheasz wskazuje nawet miejsce narodzin Mesjasza - Betlejem (Mi 5:1).

To jest sedno sprawy. Stary Testament bez Nowego jest niedokończony - to pytanie bez odpowiedzi. Nowy Testament bez Starego jest bez korzeni - to odpowiedź bez pytania. Razem tworzą jedną historię: obietnica i jej spełnienie. Wyrzucić Stary Testament to wyrwać z powieści pierwsze trzysta stron i dziwić się, że zakończenie jest niezrozumiałe.

Sam Chrystus uznawał Stary Testament za Słowo Boże

I teraz argument, który dla chrześcijanina powinien zamykać sprawę. Bo można się spierać o interpretacje. Ale jednej rzeczy chrześcijanin podważyć nie może: stosunku samego Jezusa do Starego Testamentu.

Jezus nie traktował tych ksiąg jak narodowej kroniki swoich rodaków. Traktował je jako Słowo Boże - cytował je w chwilach najważniejszych, bronił ich i mówił wprost, że przyszedł je wypełnić.

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.

- Mt 5:17 (BT)

“Prawo i Prorocy” to ówczesna nazwa Starego Testamentu. Jezus mówi: nie przyszedłem tego przekreślić - przyszedłem to dopełnić. To nie są słowa kogoś, kto uważa ST za przebrzmiałą księgę plemienną.

Gdy Jezus jest kuszony na pustyni, trzykrotnie odpowiada szatanowi cytatem - i za każdym razem jest to cytat z Księgi Powtórzonego Prawa: “Napisane jest…” (Mt 4,4-10). Gdy spiera się z przeciwnikami, rozstrzyga sprawę zdaniem, które dla chrześcijanina jest druzgocące:

Pisma nie można odrzucić.

- J 10:35 (BT)

A po zmartwychwstaniu, idąc z uczniami do Emaus, robi rzecz wymowną:

I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

- Łk 24:27 (BT)

Zmartwychwstały Chrystus tłumaczy własne życie i śmierć przez Stary Testament. Bierze Mojżesza i proroków i pokazuje: o tym wszystkim tu była mowa. To jest Jego własny komentarz do tych ksiąg - i jest to komentarz kogoś, kto traktuje je z najwyższą powagą.

Stąd prosty, twardy wniosek. Jeśli ktoś nazywa siebie chrześcijaninem - czyli uczniem Chrystusa - to nie może jednocześnie odrzucać tego, co jego Mistrz nazywał Słowem Bożym, czym się modlił, czym się bronił i co przyszedł wypełnić. Można odrzucić Stary Testament albo iść za Chrystusem. Obu naraz zrobić się nie da. O tym, jak czytać te księgi mądrze i bez popadania w skrajności, pisałem osobno w tekście jak czytać Biblię.

Księga, która nie oszczędza Izraela

Jest jeszcze jeden fakt, który całkowicie wywraca obraz Starego Testamentu jako narodowej autopromocji. Gdyby Izrael pisał tę księgę dla własnej chwały, byłaby to najgorzej napisana propaganda w dziejach. Bo Stary Testament nie schlebia Izraelowi - on go bez przerwy karci.

Bóg jest wobec swojego ludu surowy jak wobec nikogo. Wypomina mu bałwochwalstwo, niewierność, ucisk ubogich, pustą obrzędowość. Posyła proroka za prorokiem - nie po to, by chwalili naród, lecz by go wzywali do nawrócenia, często w słowach druzgocących.

Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością (…). Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela, odwrócili się wstecz.

- Iz 1:4 (BT)

To nie jest język narodowej dumy. To język Boga, który ma ze swoim ludem nieustanny dramat - kocha go, wybiera, prowadzi, a ten raz po raz Mu się sprzeniewierza, idzie na wygnanie, wraca, znów upada. Cała historia Izraela w Starym Testamencie jest opowieścią o niewierności człowieka i wierności Boga, a nie o wyższości jednego narodu nad innymi. Jeśli już ktoś jest w tej księdze “wielki”, to nie Izrael - to Bóg, który mimo wszystko go nie porzuca.

I właśnie dlatego czytanie Starego Testamentu jako gloryfikacji narodu wybranego jest odwróceniem jego sensu. To nie jest księga, która ten naród wynosi. To księga, która nieustannie stawia go przed sądem.

”A roszczenia do ziemi?” - rzecz o tym, co obietnice naprawdę znaczą

Zostaje najpoważniejszy zarzut, ten polityczny: skoro Bóg w Starym Testamencie obiecuje Izraelowi ziemię i błogosławieństwo, to czyż ta księga nie jest po prostu fundamentem pod współczesne roszczenia jednego narodu do ziemi i do panowania nad innymi? Czy Stary Testament nie jest aby świętą legitymacją nacjonalizmu?

Ten zarzut opiera się na pewnym błędzie - i to błędzie, który chrześcijaństwo rozpoznało i rozwiązało dwa tysiące lat temu. Nazywa się on myleniem figury z wypełnieniem.

Wyjaśnijmy spokojnie. Obietnice dane Abrahamowi miały od początku dwie warstwy. Pierwsza - tak, ziemia, potomstwo, naród. Ale była i druga, ważniejsza, którą Bóg wypowiada od razu:

Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.

- Rdz 12:3 (BT)

“Ludy całej ziemi” - nie jeden naród, lecz wszystkie. Już w pierwszej obietnicy danej Abrahamowi celem nie jest dominacja jednego plemienia, lecz błogosławieństwo dla wszystkich narodów. A to błogosławieństwo - mówi Nowy Testament wprost - przyszło w Chrystusie.

Otóż przyrzeczenia dane były Abrahamowi i potomkowi jego. Pismo nie mówi: “i potomkom”, co wskazywałoby na wielu, ale [wskazuje] na jednego: “i potomkowi twojemu”, którym jest Chrystus.

- Ga 3:16 (BT)

To jest klucz. Św. Paweł mówi: prawdziwym adresatem i wypełnieniem obietnicy jest jedna Osoba - Chrystus. A przez Niego dziedzicami obietnicy stają się wszyscy, którzy do Niego należą - z każdego narodu, języka i ludu. Ziemia obiecana okazuje się figurą czegoś nieporównanie większego: Królestwa Bożego, ojczyzny niebieskiej, do której wstęp ma każdy człowiek, nie zaś tylko obywatel jednego państwa.

Teraz zaś pragną lepszej, to jest niebieskiej [ojczyzny]. Dlatego Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich Boga, gdyż przygotował im miasto.

- Hbr 11:16 (BT)

Autor Listu do Hebrajczyków mówi to o Abrahamie i patriarchach: oni sami szukali nie skrawka gruntu na Bliskim Wschodzie, lecz ojczyzny niebieskiej. Ziemia była znakiem, zadatkiem, zapowiedzią - nie ostatecznym celem.

I tu pojawia się rzecz, której nie wolno przeoczyć, bo historia już raz pokazała, dokąd prowadzi. Ten sam błąd - czytanie Bożych obietnic jako zapowiedzi ziemskiej potęgi Izraela - jest dokładnie tym błędem, przez który nie rozpoznano Chrystusa. Gdy Mesjasz przyszedł, wielu oczekujących Go odczytywało proroctwa po swojemu: spodziewali się króla-wojownika, który zrzuci jarzmo Rzymu i przywróci narodowi ziemską świetność. Szukali tronu, wojska, politycznego wyzwolenia. A gdy stanął przed nimi Mesjasz cichy, cierpiący, ukrzyżowany - dokładnie taki, jakiego zapowiadał Izajasz w pięćdziesiątym trzecim rozdziale - nie poznali Go. Mieli przed oczami proroctwo o cierpiącym Słudze i go nie przeczytali, bo czekali na zdobywcę. Najgłębsze niezrozumienie Pisma w dziejach polegało właśnie na tym: Boże obietnice wzięto za zapowiedź ziemskiego, narodowego triumfu - i dlatego przeoczono ich prawdziwe wypełnienie.

To jest przestroga, nie oskarżenie. Bo jeśli czytanie tych samych obietnic dziś - “Bóg dał nam ziemię i władzę nad narodami” - znów bierze je za mandat ziemskiej potęgi, to powtarza tamtą starą pomyłkę. Rodzi się ona z tego samego korzenia: z pomylenia Królestwa Bożego z królestwem tego świata. A Pismo właśnie przed tym ostrzega - bo to nieporozumienie raz już kazało przeoczyć samego Boga, który stanął pośród ludzi.

I dlatego czytanie starożytnych obietnic jako współczesnego programu geopolitycznego - jako wieczystego aktu własności do terytorium albo mandatu do panowania nad narodami - jest podwójnym nieporozumieniem. Po pierwsze, myli porządek historyczny z politycznym: opisanie pewnego etapu Bożego planu nie jest tym samym, co recepta na dzisiejsze granice. Po drugie, i ważniejsze - przeocza to, że chrześcijaństwo od początku odczytuje te obietnice jako wypełnione w Chrystusie, a nie czekające na realizację przez jakiekolwiek ziemskie mocarstwo.

Innymi słowy: zarzut “Stary Testament uzasadnia roszczenia jednego narodu do panowania” nie trafia w chrześcijański Stary Testament. Trafia co najwyżej w jego czytanie oderwane od Chrystusa - a takie czytanie chrześcijanin i tak musi odrzucić, bo to właśnie Chrystus jest kluczem do tych ksiąg. Dla chrześcijanina ziemia obiecana to nie Bliski Wschód. To Królestwo, w którym “nie ma już Żyda ani poganina” (Ga 3,28).

Jedna historia w dwóch aktach

Wróćmy więc do diagnozy z początku - tej o “turpistycznej historii Izraela okraszonej religijnym sosem”. Widać już, dlaczego jest fałszywa.

Po pierwsze, Stary Testament nie jest kroniką jednego narodu - to w większości prawo, mądrość, poezja, modlitwa i proroctwo, a księgi czysto historyczne są tylko jego częścią. Po drugie, zaczyna się nie od Izraela, lecz od stworzenia człowieka i świata - to historia każdego z nas. Po trzecie, daje światu Dekalog i mądrość, na której do dziś stoi cała cywilizacja. Po czwarte, cały jest napięty ku Chrystusowi - jest pierwszym aktem dramatu, którego rozwiązaniem jest Ewangelia. Po piąte wreszcie, sam Chrystus uznawał go za Słowo Boże - więc chrześcijanin nie ma tu wyboru.

A “religijny sos”? To odwrócenie prawdy. Bóg nie jest dolany do tej historii dla smaku. Bóg jest jej Autorem i głównym Bohaterem. To nie historia Izraela z domieszką Boga - to historia Boga, który wchodzi z człowiekiem przez dzieje, cierpliwie, krok po kroku, aż do dnia, w którym sam stanie się człowiekiem.

Dlatego można szanować czyjąś inteligencję i wciąż powiedzieć: tu się mylisz. Stary Testament nie jest żydowską księgą narodową, z której ktoś wyprowadza prawo do ziemi. Jest pierwszą połową listu, który Bóg napisał do całej ludzkości - a druga połowa nosi imię Jezus.

Kto czyta tylko pierwszą połowę, narzeka, że historia jest mroczna i niedokończona. Kto próbuje czytać tylko drugą, nie rozumie, skąd się wzięła. Dopiero obie razem układają się w jedno: w historię zbawienia, którą Bóg pisze od pierwszego “niech się stanie” aż po ostatnie “przyjdź, Panie Jezu”. O tej jednej, ciągłej opowieści pisałem szerzej w tekście o historii zbawienia.

A jeśli trudzą cię konkretne, mroczne fragmenty Starego Testamentu - wojny, plagi, Boży gniew - to uczciwie zmierzyłem się z nimi osobno, w tekście dlaczego Bóg w Starym Testamencie był okrutny. Bo uznać, że to Słowo Boże, nie znaczy udawać, że nie ma w nim stron trudnych. Znaczy mieć odwagę je przeczytać do końca - aż się okaże, że prowadzą do Krzyża.