Hiob – heroizm człowieka, który stracił wszystko

Czego uczy nas Hiob o wytrwałości w cierpieniu? Analiza biblijnej księgi dla tych, którzy zmagają się z kryzysem wiary.

Czy kiedykolwiek czułeś, że wszystko się wali?

Nie mówię tylko o sytuacji, gdy naprawdę tracisz wszystko. Mówię też o tych chwilach, gdy wydaje ci się, że życie się rozpada. Gdy przychodzi choroba, strata, rozczarowanie. Gdy budzisz się rano i nie wiesz, po co wstawać. Gdy ciężar okoliczności zdaje się nie do uniesienia.

Może rzeczywiście straciłeś bliską osobę, zdrowie czy pracę. A może po prostu przechodzisz przez trudny okres – i czujesz się, jakby świat się kończył, choć obiektywnie „nie jest tak źle”. Jedno i drugie jest prawdziwe. Jedno i drugie boli.

Ten artykuł jest dla ciebie – niezależnie od tego, czy twoje cierpienie jest „wielkie” czy „małe” w oczach innych. Bo cierpienie nie wymaga porównań. I bo jest w Biblii człowiek, który może ci pomóc je przetrwać. Jego historia przez tysiące lat dawała nadzieję tym, którzy znaleźli się na dnie. Nazywał się Hiob. I jego heroizm polega nie na tym, że nie cierpiał – ale na tym, jak cierpiał.

Kim był Hiob?

Zanim zobaczymy jego upadek, musimy zobaczyć, z jakiej wysokości spadł.

Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był to mąż nienaganny i prawy, bogobojny i unikający zła. Miał siedmiu synów i trzy córki. Majętność jego stanowiło siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów, pięćset oślic oraz bardzo liczna służba. Był najznamienitszym człowiekiem wśród wszystkich ludzi Wschodu.

— Księga Hioba 1:1-3 (BT)

Hiob nie był zwykłym człowiekiem. Był najbogatszym, najbardziej szanowanym człowiekiem w całym regionie. Miał wszystko, o czym można marzyć – majątek, dzieci, zdrowie, reputację. I co najważniejsze – miał bliską relację z Bogiem. Był „nienaganny i prawy”.

To ważne. Bo często myślimy, że cierpienie spotyka tylko grzeszników. Że jeśli jesteś dobry, Bóg cię ochroni. Hiob obala ten mit już na początku. Był najlepszym człowiekiem, jakiego można sobie wyobrazić – i właśnie dlatego został wybrany do tej próby.

Oskarżenie szatana

Następuje scena, której Hiob nigdy nie zobaczył. Scena rozgrywająca się w wymiarach, do których nie mamy dostępu – w niebiańskiej sali tronowej:

Zdarzyło się pewnego dnia, że synowie Boży przybyli, aby stanąć przed Panem, a wśród nich przyszedł także Szatan. Pan zapytał Szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odpowiedział Panu: «Przeszedłem ziemię i przemierzyłem ją». Pan rzekł do Szatana: «Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Hioba? Bo nie ma na ziemi drugiego takiego człowieka jak on, nienagannego, prawego, bogobojnego i unikającego zła». Szatan odpowiedział Panu: «Czy za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie otoczyłeś go ze wszystkich stron opieką, jak też jego domu oraz wszystkiego, co posiada? Błogosławisz pracy jego rąk i jego trzody rozmnażają się na ziemi. Ale wyciągnij rękę i dotknij jego majątku! Na pewno będzie Ci złorzeczył w oczy».

— Księga Hioba 1:6-12 (BT)

Szatan zadaje fundamentalne pytanie: Czy Hiob służy Bogu za darmo?

Czy kocha Boga dla Niego samego – czy dla korzyści, które z tego ma? Czy wiara Hioba jest prawdziwa – czy tylko transakcyjna?

To pytanie dotyczy także ciebie. Czy kochasz Boga, gdy ci błogosławi – czy będziesz Go kochał, gdy wszystko zabierze?

Bóg pozwala Szatanowi przetestować Hioba. Nie dlatego, że chce go skrzywdzić – ale dlatego, że wierzy w swojego sługę. Zna jego serce. I wie, że Hiob przejdzie tę próbę.

A może jest jeszcze głębszy powód? Może Bóg zgodził się na tę próbę właśnie po to, by heroizm Hioba został upamietniony na wieki? Pomyśl – bez tej historii nie mielibyśmy Księgi Hioba. Nie mielibyśmy uniwersalnego wzorca wytrwałości w cierpieniu. Miliony ludzi przez tysiące lat nie miałyby się na kim wzorować w swoich najciemniejszych chwilach.

Może Bóg wiedział, że historia jednego człowieka – który stracił wszystko i nie puścił Boga – będzie inspiracją dla wszystkich pokoleń. Że cierpienie Hioba, choć straszliwe, przyniesie owoce, których sam Hiob nigdy nie zobaczył.

Katastrofa – dzień, w którym wszystko się skończyło

To, co następuje, jest jak horror. W ciągu jednego dnia Hiob traci absolutnie wszystko:

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jego jedli i pili wino w domu swego najstarszego brata, przybył do Hioba posłaniec ze słowami: «Woły orały, a oślice pasły się tuż koło nich. Wtem napadli Sabejczycy, uprowadzili je, a sługi pozabijali ostrzem miecza. Ja jeden uszedłem, by ci to oznajmić». Kiedy ten jeszcze mówił, przyszedł drugi i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, spalił owce i sługi oraz pochłonął ich. Ja jeden uszedłem, by ci to oznajmić». Kiedy ten jeszcze mówił, przyszedł następny i rzekł: «Chaldejczycy w trzech oddziałach napadli na wielbłądy, uprowadzili je, sługi zaś pozabijali ostrzem miecza. Ja jeden uszedłem, by ci to oznajmić». Kiedy ten jeszcze mówił, przyszedł jeszcze jeden i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powstał gwałtowny wicher z drugiej strony pustyni i uderzył w cztery węgły domu. Ten runął na młodzież i poginęli. Ja jeden uszedłem, by ci to oznajmić».

— Księga Hioba 1:13-19 (BT)

Wyobraź to sobie. Posłaniec za posłańcem. Każda wiadomość gorsza od poprzedniej. Majątek – stracony. Sługi – zabici. I wreszcie najgorsze – wszystkie dzieci, wszyscy synowie i córki, martwi.

W jednej chwili Hiob przestał być najbogatszym człowiekiem Wschodu. Stał się nikim. Bezdzietnym bankrutem siedzącym na zgliszczach swojego życia.

I wtedy następuje pierwszy akt heroizmu:

Wówczas Hiob wstał, rozdarł swój płaszcz, ogolił głowę, padł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: «Nagi wyszedłem z łona mojej matki i nagi tam powrócę. Pan dał, Pan zabrał. Niech imię Pańskie będzie błogosławione!» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie wypowiedział niczego, co byłoby niestosowne wobec Boga.

— Księga Hioba 1:20-22 (BT)

„Pan dał, Pan zabrał”. Te słowa stały się jednymi z najbardziej znanych w całej Biblii. Wypowiadane są na pogrzebach, w szpitalach, w momentach największej rozpaczy.

Ale czy naprawdę rozumiemy ich wagę? Hiob właśnie stracił wszystko – dosłownie wszystko – i jego pierwszą reakcją jest uwielbienie. Nie złorzeczenie. Nie oskarżanie Boga. Uwielbienie.

To nie jest stoicyzm. To nie jest tłumienie emocji. To jest wiara tak głęboka, że przetrwa nawet całkowite zniszczenie.

Gdy cierpienie się pogłębia

Ale to nie koniec. Szatan, mimo że dokonał ogromnego spustoszenia w życiu Hioba, nie jest usatysfakcjonowany. Hiob nie złorzeczył Bogu. Oskarżyciel wraca więc przed Boży tron z kolejnym zarzutem – i kolejną prośbą. Tym razem chce dotknąć nie majątku, nie rodziny, ale samego ciała Hioba. Chce zadać mu fizyczny ból tak wielki, że wreszcie się złamie.

Bóg pozwala – ale z jednym zastrzeżeniem: „Tylko jego życie zachowaj”. Nawet w tym mrocznym przyzwoleniu widzimy Bożą granicę. Szatan może wiele, ale nie wszystko.

Szatan odpowiedział Panu: «Skóra za skórę! Wszystko, co człowiek ma, oddaje za swoje życie. Ale wyciągnij rękę i dotknij jego kości oraz ciała. Na pewno będzie Ci złorzeczył w oczy». I rzekł Pan do Szatana: «Oto jest w twojej mocy. Tylko jego życie zachowaj!» Wtedy Szatan odszedł sprzed oblicza Pańskiego i dotknął Hioba trądem złośliwym, od stopy aż do głowy.

— Księga Hioba 2:4-7 (BT)

Teraz Hiob traci zdrowie. Pokryty wrzodami, siedzący na popiele, zdrapujący ropę z ran kawałkiem skorupy. Obraz ludzkiej nędzy.

I wtedy pojawia się jego żona z „pomocną” radą:

Jego żona rzekła do niego: «Jeszcze trwasz w swej nieskazitelności? Złorzecz Bogu i umieraj!»

— Księga Hioba 2:9 (BT)

Nawet najbliższa osoba podpowiada mu kapitulację. „Złorzecz Bogu i umieraj”. Skończ z tym. Nie ma sensu dalej wierzyć w Boga, który pozwolił ci na to wszystko.

Ale Hiob odmawia:

Hiob jej odpowiedział: «Mówisz, jak mówią głupie kobiety. Dobro przyjęliśmy od Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swoimi wargami.

— Księga Hioba 2:10 (BT)

„Dobro przyjęliśmy od Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?”

To jest pytanie, które podważa całą naszą nowoczesną teologię sukcesu. Przyjęliśmy od Boga błogosławieństwa – czemu nie możemy przyjąć cierpienia? Czy Bóg jest Bogiem tylko dobrych dni?

Przyjaciele, którzy ranią

Do cierpiącego Hioba przychodzą trzej przyjaciele – Elifaz, Bildad i Sofar. Na początku zachowują się wzorowo:

Trzej przyjaciele Hioba dowiedzieli się o wszystkich nieszczęściach, które go spotkały. Przybyli każdy ze swego kraju: Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach i Sofar z Naamy. Umówili się, żeby wspólnie wyrazić mu współczucie i pocieszyć go. Gdy z daleka spojrzeli, nie poznali go. Zaczęli głośno płakać. Każdy z nich rozdarł swój płaszcz i posypał głowę prochem, rzucając go w górę. Siedzieli z nim na ziemi przez siedem dni i siedem nocy. Nikt nie mówił do niego ani słowa, widzieli bowiem, że bardzo cierpi.

— Księga Hioba 2:11-13 (BT)

Siedem dni milczenia. Sama obecność. To jest właściwa reakcja na cudze cierpienie – nie mądrości, nie rady, po prostu bycie obok.

Ale potem zaczynają mówić. I wtedy wszystko idzie źle.

Elifaz rozpoczyna z pozornie mądrą obserwacją:

Przypomnij sobie: Czy ktoś niewinny zginął? Gdzie widziano, by prawi zostali zniszczeni? Według mego doświadczenia ci, co zaorali niesprawiedliwość i posiali podstęp, zbierają je.

— Księga Hioba 4:7-8 (BT)

Widzisz tę logikę? „Cierpisz, więc musiałeś zgrzeszyć. Niewinni nie cierpią. Prawi nie są niszczeni”.

To jest teologia odpłaty – przekonanie, że cierpienie jest bezpośrednim wynikiem grzechu. Zgrzeszyłeś, więc Bóg cię karze. Jesteś niewinny? Nie cierpiałbyś.

Bildad posuwa się jeszcze dalej:

Czy Bóg wypacza prawo? Czy Wszechmogący wypacza sprawiedliwość? Jeżeli twoi synowie zgrzeszyli przeciwko Niemu, wydał ich w moc ich występku.

— Księga Hioba 8:3-4 (BT)

„Twoje dzieci zginęły, bo zgrzeszyły”. Wyobraź sobie usłyszeć takie słowa, gdy opłakujesz swoje dzieci.

Heroizm szczerości – Hiob nie udaje

I tu dochodzimy do czegoś, co wielu czytelników Biblii pomija. Hiob nie jest pokornym, cichym cierpiętnikiem. Hiob wybucha.

Potem otworzył Hiob usta i przeklinał swój dzień. Hiob zabrał głos i rzekł: «Niech zginie dzień, w który się urodziłem, i noc, która oznajmiła: Poczęty został mężczyzna. Dzień ów niech będzie ciemnością! Niech się Bóg w górze oń nie troszczy i światło niech się nań nie uśmiecha».

— Księga Hioba 3:1-4 (BT)

Hiob przeklina dzień swoich narodzin. Żałuje, że się urodził. Chciałby nigdy nie istnieć.

Czy to brzmi jak wzorowy święty? Jak człowiek, którego powinniśmy naśladować?

A jednak tak. Bo Hiob robi coś, czego jego „pobożni” przyjaciele nie potrafią – jest szczery przed Bogiem.

Obmierzło mi własne życie, wolę dać upust mojemu bólowi, chcę mówić w gorzkości swojej duszy. Powiem do Boga: Nie oskarżaj mnie, powiedz mi, o co Ty się ze mną sporysz. Czy Tobie to miło gnębić, odrzucać dzieło swoich rąk?

— Księga Hioba 10:1-3 (BT)

Hiob oskarża Boga. Pyta Go wprost: „Czy lubisz mnie dręczyć?”. Wyzywa Go na pojedynek słowny.

I to jest klucz do zrozumienia heroizmu Hioba. Jego heroizm nie polega na udawaniu, że wszystko jest w porządku. Polega na zachowaniu relacji z Bogiem mimo bólu. Na mówieniu Bogu prawdy – nawet bolesnej, nawet gniewnej prawdy.

Hiob nie odchodzi od Boga. Nie milknie. Krzyczy, oskarża, żąda odpowiedzi – ale robi to do Boga, nie od Boga. Pozostaje w relacji.

„Choćby mnie zabił, w Nim będę pokładał nadzieję”

W środku swojego cierpienia, w środku oskarżeń wobec Boga, Hiob wypowiada jedne z najbardziej heroicznych słów w całej Biblii:

Choćby mnie zabił, w Nim będę pokładał nadzieję. Przed Jego obliczem będę bronił mojego postępowania.

— Księga Hioba 13:15 (BT)

„Choćby mnie zabił”. Hiob rozważa możliwość, że Bóg go zabije. Że cierpienie się nie skończy. Że nie będzie happy endu.

I mimo to mówi: „W Nim będę pokładał nadzieję”.

To jest wiara heroiczna. Nie wiara typu „wierzę w Boga, bo mi pomaga”. Nie wiara transakcyjna. To wiara, która mówi: „Nawet jeśli Bóg mnie zabije – nawet jeśli nie rozumiem niczego, co robi – nawet jeśli wydaje się moim wrogiem – nie mam nikogo innego. On jest moją jedyną nadzieją”.

To jest wiara Abrahama idącego ofiarować Izaaka. Wiara trzech młodzieńców w piecu ognistym, którzy powiedzieli: „Nasz Bóg może nas wybawić – ale nawet jeśli nie wybawi, nie ukłonimy się posągowi”. Wiara, która nie zależy od wyniku.

Bóg przemawia – ale nie odpowiada

Po rozdziałach dialogu z przyjaciółmi, po skargach i oskarżeniach, wreszcie przemawia Bóg. Ale Jego odpowiedź jest zaskakująca:

Wtedy Pan odpowiedział Hiobowi z wichru i rzekł: «Kto tutaj zaciemnia Opatrzność słowami bezmyślnymi? Przepasz się jak mężczyzna; będę cię pytał – pouczysz Mnie. Gdzieżeś był, gdy zakładałem fundamenty ziemi? Powiedz, jeśli posiadasz wiedzę. Kto ustalił jej wymiary? Wiesz przecież. Albo kto rozciągnął po niej sznur mierniczy? Na czym osadzone są jej filary, albo kto położył jej kamień węgielny, gdy gwiazdy poranne chórem radośnie śpiewały i wszyscy synowie Boży wykrzykiwali z radości?»

— Księga Hioba 38:1-7 (BT)

Bóg nie odpowiada na pytanie „dlaczego”. Nie wyjaśnia cierpienia Hioba. Nie tłumaczy zakładu z Szatanem. Zamiast tego – zadaje pytania.

Przez cztery rozdziały (38–41) Bóg prowadzi Hioba przez stworzenie. Pyta o fundamenty ziemi, o morza, o śnieg i grad, o konstelacje gwiazd, o lwy i orły i hipopotamy i krokodyle.

Jaki jest sens tych pytań? Bóg pokazuje Hiobowi perspektywę.

„Czy byłeś przy stworzeniu świata? Czy rozumiesz, jak działają najzwyklejsze rzeczy w przyrodzie? Czy potrafisz ogarnąć choćby ułamek mojego stworzenia?”

Jeśli nie – to jak możesz oczekiwać, że zrozumiesz moje plany?

Dalej Pan tak powiedział do Hioba: «Czy ten, co się spiera z Wszechmocnym, chce Go pouczać? Oskarżyciel Boga – niech odpowie!» A Hiob tak odpowiedział Panu: «Jestem mały, cóż Ci odpowiem? Rękę przyłożę do moich ust. Raz przemówiłem, nie odpowiem drugi raz, nawet dwa razy, lecz przestanę».

— Księga Hioba 40:1-5 (BT)

Hiob milknie. Nie dlatego, że dostał odpowiedź – nie dostał. Ale dlatego, że zrozumiał coś ważniejszego: są rzeczy, których nie zrozumie. I to jest w porządku.

Bóg nie jest mu winny wyjaśnień. Bóg jest Bogiem – stwórcą wszechświata, podtrzymującym wszystko w istnieniu. Hiob jest stworzeniem. Dystans między nimi jest nieskończony.

A jednak – i to jest paradoks – Bóg odpowiedział. Może nie wyjaśnił „dlaczego”, ale pokazał się. Objawił się. Przemówił.

I dla Hioba to wystarczy.

Transformacja – od „słyszałem” do „ujrzałem”

Finalna odpowiedź Hioba jest jednym z najbardziej poruszających fragmentów Biblii:

Hiob tak odpowiedział Panu: «Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden zamiar dla Ciebie nie jest niemożliwy. Któż może zaciemnić Opatrzność bez wiedzy? Tak, mówiłem, lecz nie rozumiałem, o cudach dla mnie niezgłębionych. Słuchaj, proszę, ja mówić będę: będę Cię pytał – pouczysz mnie. Dotąd znałem Cię tylko ze słyszenia, teraz jednak ujrzało Cię moje oko. Przeto odwołuję, co powiedziałem, i żałuję w prochu i popiele».

— Księga Hioba 42:1-6 (BT)

„Dotąd znałem Cię tylko ze słyszenia, teraz jednak ujrzało Cię moje oko”.

To jest klucz. Hiob miał wcześniej wiarę „z przekazu” – znał Boga z tradycji, z nauczania, z tego, co inni mu powiedzieli. Ale teraz – przez cierpienie – spotkał Boga osobiście.

Paradoksalnie, to właśnie cierpienie doprowadziło go do głębszej relacji z Bogiem niż miał kiedykolwiek wcześniej. Stracił majątek, dzieci, zdrowie – ale zyskał Boga.

To nie znaczy, że cierpienie było tego „warte” w prostym rachunku. Hiob nie mówi „świetnie, że umarły mi dzieci, bo teraz lepiej znam Boga”. Żałoba pozostaje żałobą. Ból pozostaje bólem.

Ale z tego bólu wyłoniło się coś, czego nie można zdobyć inaczej – wiara przetestowana ogniem. Wiara, która wie, że przetrwa wszystko.

Epilog – Bóg przywraca

Księga kończy się zaskakująco:

Pan przywrócił Hiobowi pomyślność, gdy wstawiał się on za swoimi przyjaciółmi. Pan pomnożył też dwakroć to, co przedtem Hiob posiadał. (…) Pan błogosławił Hiobowi w ostatnich latach bardziej niż na początku. Miał czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc jarzm wołów i tysiąc oślic. Miał też siedmiu synów i trzy córki. (…) Hiob żył jeszcze po tym sto czterdzieści lat i oglądał synów swoich i wnuków – aż do czwartego pokolenia. I umarł Hiob stary i syty dni.

— Księga Hioba 42:10-17 (BT)

Bóg przywraca Hiobowi majątek – podwójnie. Daje mu nowe dzieci. Przedłuża jego życie.

Niektórzy czytelnicy mają z tym problem. „Więc jednak happy end? Więc cierpienie się opłaca? Wystarczy wytrwać, a Bóg odda wszystko z nawiązką?”

Nie do końca. Po pierwsze – nowe dzieci nie zastąpią tych, które umarły. Hiob do końca życia nosił w sercu żałobę po tamtych dzieciach. Błogosławieństwo nie wymazuje bólu.

Po drugie – Hiob nie wiedział, że będzie happy end. Gdy cierpiał, gdy przeklinał dzień swoich narodzin, gdy wołał do Boga – nie miał żadnej gwarancji, że kiedykolwiek się to zmieni. Jego wiara nie opierała się na obiecanej nagrodzie.

I wreszcie – epilog jest ilustracją większej prawdy. Życie na ziemi to nie całość. Nawet jeśli na tym świecie nie otrzymamy „podwójnego przywrócenia”, mamy obietnicę życia wiecznego. Tam wszystko zostanie naprawione. Tam „otrze Bóg wszelką łzę”.

Czego Hiob uczy nas dziś?

Jeśli przechodzisz przez kryzys wiary – jeśli cierpienie sprawiło, że wątpisz w Boga lub na Niego złościsz – Hiob ma dla ciebie kilka lekcji:

1. Cierpienie nie jest dowodem Bożego gniewu.

Hiob był „nienaganny i prawy” – a cierpiał. Jego przyjaciele mylili się, twierdząc że cierpienie jest karą za grzech. Czasem tak jest – ale nie zawsze. Nie możesz wnioskować z cierpienia o czyjejś relacji z Bogiem.

2. Szczerość przed Bogiem jest lepsza niż pobożna fasada.

Hiob krzyczał, oskarżał, żądał odpowiedzi. Jego przyjaciele mówili teologicznie poprawne rzeczy. Ale na końcu Bóg mówi do przyjaciół: „Nie mówiliście o mnie prawdy, tak jak mój sługa Hiob” (Księga Hioba 42:7). Bóg woli szczery gniew niż fałszywą pobożność.

3. Można ufać, nie rozumiejąc.

Hiob nigdy nie dostał odpowiedzi na pytanie „dlaczego”. Nie dowiedział się o zakładzie z Szatanem. Umarł bez wyjaśnienia. A jednak – ufał. Zrozumiał, że są rzeczy przekraczające ludzkie pojmowanie, i że to jest w porządku.

4. Cierpienie może prowadzić do głębszego poznania Boga.

„Dotąd znałem Cię ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko”. To nie znaczy, że cierpienie jest dobre samo w sobie. Ale że Bóg może je wykorzystać, by zbliżyć nas do siebie.

5. Cierpienie często prowadzi do większego dobra.

Historia Hioba pokazuje, że z największej tragedii może wyłonić się coś pięknego – głębsza wiara, silniejszy charakter, bliższa relacja z Bogiem. To nie jest tania pociecha typu „wszystko będzie dobrze”. To obserwacja, że Bóg potrafi wykorzystać nawet najgorsze okoliczności dla naszego ostatecznego dobra.

Jeśli chcesz zgłębić ten temat, napisałem osobny artykuł: Dlaczego Bóg dopuszcza ból, cierpienie i śmierć? – znajdziesz tam więcej perspektyw na sens cierpienia i konkretne przykłady, jak ból prowadził do większego dobra.

Zakończenie

Heroizm Hioba nie polega na tym, że nie cierpiał. Polega na tym, że cierpiał – i wytrwał.

Nie polega na tym, że nie miał pytań. Polega na tym, że zadawał je Bogu, nie zamiast Boga.

Nie polega na tym, że wszystko rozumiał. Polega na tym, że ufał temu, czego nie rozumiał.

Apostoł Jakub, pisząc wiele wieków później, podsumował historię Hioba jednym zdaniem:

Słyszeliście o wytrwałości Hioba i widzieliście zamiar Pana, że Pan jest pełen litości i miłosierdzia.

— Jk 5:11 (BT)

Wytrwałość Hioba. To jest jego dziedzictwo. Nie mądrość, nie bogactwo, nie nawet nieskazitelność moralna – ale wytrwałość. Zdolność do trwania przy Bogu, gdy wszystko mówi, żeby odejść.

Jeśli przechodzisz przez ciemną dolinę – pamiętaj o Hiobie. Pamiętaj, że inni szli tą drogą przed tobą. Pamiętaj, że Bóg jest po drugiej stronie ciemności – nawet jeśli Go teraz nie widzisz.

I pamiętaj: „Choćby mnie zabił, w Nim będę pokładał nadzieję”.

To jest wiara heroiczna. I ty możesz ją mieć.