O mnie

Nazywam się Artur i jestem biblijnym chrześcijaninem od 2015 roku. To wtedy moje życie zmieniło się na zawsze - odkryłem, że Biblia nie jest zakurzoną księgą leżącą na półce, ale żywym, pulsującym Słowem Boga, które przemawia do każdego człowieka z taką samą mocą jak tysiące lat temu.

Uznaję Pismo Święte za natchnione słowo Stwórcy, skierowane osobiście do każdego z nas. Nie traktuję go jako zbioru literackich mitów, poetyckich opowieści czy baśni ubranych w religijny kostium. Wierzę, że wszystko, co zostało tam zapisane, faktycznie miało miejsce.

A więc wierzę w sześciodniowe stworzenie świata - nie w przypadkowy wybuch, który jakoś sam z siebie wytworzył życie. Wierzę, że wody potopu za czasów Noego rzeczywiście pokryły ziemię i że Bóg ocalił ludzkość przez jedną wierną rodzinę. Wierzę również, że pierwsi ludzie po opuszczeniu Edenu żyli setki lat – Metuszelach dożył 969 lat. Dla współczesnego człowieka brzmi to jak fantazja, lecz dla mnie jest to zapisana prawda o świecie, w którym warunki życia były zupełnie inne niż dziś.

Co więcej, Biblia pełna jest przepowiedni dotyczących przyszłości - być może niedalekiej przyszłości. Proroctwa o czasach ostatecznych, o powrocie Chrystusa, o sądzie nad narodami. To nie są abstrakcyjne wizje dla teologów ani poetyckie „przenośnie", które można dowolnie interpretować. Apokalipsa i słowa Chrystusa to konkretne zapowiedzi - należy je czytać dosłownie, jako ostrzeżenia i obietnice, z którymi każdy powinien się zapoznać.

Niestety, współczesne odłamy chrześcijaństwa zdają się o tym zapominać. Zamiast głosić pełnię prawdy, sączą przyjemne opowieści: „Bóg Cię kocha", „będzie dobrze", „nie martw się". Owszem, Bóg nas kocha - ale ta miłość ma też wymagania. Ma kierunek. Ma cel. A Biblia jest kompasem, który ten cel wskazuje i prowadzi do szczęśliwego, poukładanego życia.

Kim jestem, że wygłaszam takie prawdy teologiczne?

Nikim szczególnym.

Jestem zwykłym mężczyzną, który urodził się w Polsce, żył jak większość ludzi - z dala od Boga, we własnym świecie, według własnych zasad. Choć wydawało mi się, że jestem chrześcijaninem, bo przecież chodziłem co niedzielę do kościoła. A potem coś się zmieniło. Pan pozwolił mi poznać swoją prawdziwą twarz poprzez Słowo zawarte w Piśmie Świętym. I za to jestem Mu niesamowicie wdzięczny - każdego dnia.

Nie jestem święty. Mam wiele brudów, upadków i grzechów w swoim życiu. Rzeczy, których się wstydzę. Decyzji, które chciałbym cofnąć. Ale właśnie na tym polega piękno Ewangelii - nie o to chodzi, żeby być doskonałym. Każdy z nas został splamiony przez grzech. Każdy. I tylko ofiara Jezusa Chrystusa na krzyżu może tę plamę zmyć. Nie nasze zasługi. Nie nasze starania. Tylko Jego krew.

Nie mam żadnej licencji, żadnego dyplomu, żadnego oficjalnego upoważnienia do rozważania na tematy religijne. Ale wiecie co? Apostołowie też takiego nie mieli. Byli rybakami, celnikami, zwykłymi ludźmi. Prorocy Starego Testamentu - pasterzami, rolnikami, wygnańcami. A sam Jezus? Cieśla z Nazaretu. Żadnej licencji. Żadnego seminarium. A jednak Jego słowa zmieniły świat. Zresztą, to właśnie z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie - religijnymi ekspertami tamtych czasów - Jezus toczył najostrzejsze spory.

Codziennie odkrywam Pismo Święte na nowo. Staram się żyć według jego zasad - nie zawsze mi to wychodzi, ale próbuję. Buduję relację z Bogiem przez modlitwę i rozważanie Jego Słowa. I chcę się tym dzielić. Chcę pokazać innym, co znalazłem. Co mnie zmieniło.

Mogę się mylić. Mogę popełniać błędy w interpretacji. Jestem tego świadomy i pozostaję otwarty na kulturalną krytykę - taką w duchu prawdy, nie złośliwości. Jednak we wszystkim, co piszę na tej stronie, trzymam się jak najbliżej samego Pisma Świętego. Unikam nadinterpretacji. Nie dodaję „swoich doktryn". Bo prawda Boża nie potrzebuje ludzkich upiększeń - jest piękna sama w sobie.

Dlaczego to robię?

Bo czuję, że jestem coś winien Panu.

Otrzymałem od Niego dar - dar poznania prawdy, dar zbawienia, dar nowego życia. Co mam z tym zrobić? Zatrzymać dla siebie? Schować pod korcem jak świecę, która nikomu nie świeci? Nie. Chcę się dzielić. Chcę, żeby inni też mogli doświadczyć tej wolności i tego pokoju, który daje prawdziwa relacja z Bogiem.

Wiem też, jak wielka jest radość w niebie, gdy choćby jedna dusza nawraca się do Pana:

„Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia."

- Łk 15:7

Jedna dusza. Wyobraź sobie - cały niebiański zastęp raduje się z jednej osoby, która wraca do Ojca. Czy jest coś piękniejszego? Czy jest coś bardziej wartego wysiłku?

Od zawsze czułem w sobie cząstkę wojownika. Pragnienie, żeby zmieniać świat, walczyć o coś większego, zostawić po sobie ślad. Ale gdy zacząłem czytać Pismo Święte i obserwować życie Chrystusa, zrozumiałem jedną fundamentalną prawdę: naszym chrześcijańskim obowiązkiem nie jest ratowanie świata, ale ratowanie dusz.

Świat i tak przeminie. Niebo i ziemia przeminą. W Piśmie Świętym dokładnie opisane jest, jak ten świat się skończy - ratowanie go to syzyfowa praca, walka z wiatrakami. Ale dusze? Dusze są wieczne. Dusze można uratować! Dlatego w ramach tej strony dołożę wszelkich starań, aby służyć Panu jako Jego narzędzie i - jeśli On pozwoli - przynosić mu nowe owieczki do owczarni. Niech Bóg mi w tym błogosławi, prowadzi mnie i chroni przed błędem.

Teraz, to bardzo ważne

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl: jak wygląda chrześcijaństwo w XXI wieku?

Według mnie - jest w niesamowicie trudnej, wręcz tragicznej pozycji. Atakowane z dwóch stron, osłabione od środka, coraz bardziej rozmyte i niepewne swojej tożsamości.

Z jednej strony, wiara w Boga zostaje systematycznie zrzucana na margines przez cywilizację Zachodu. W jej miejsce wchodzi nowa „religia" - państwowa, intelektualna, postępowa. Religia, której bogami są nauka, postęp i samorealizacja. Której przykazaniami są ekologizm, tolerancja i „miłość" rozumiana jako akceptacja wszystkiego. Gdzie nie ma grzechu, nie ma sądu, nie ma konsekwencji - tylko nieskończona afirmacja każdego wyboru.

Z drugiej strony, ci, którzy jeszcze wierzą w chrześcijańskiego Boga, często praktykują wiarę martwą. Wiarę opartą na pustych frazesach: „Bóg Cię kocha", „przyjmuj sakramenty", „klep pacierze", „chodź do kościoła w niedzielę - a będzie dobrze". Jakby zbawienie było automatem, do którego wrzucasz monetę i dostajesz bilet do nieba.

Ale prawdziwa wiara tak nie działa. Prawdziwa relacja z Bogiem jest czymś znacznie głębszym, bardziej wymagającym i bardziej transformującym. To nie jest transakcja - to przemiana. To nie jest lista rytuałów do odhaczenia - to codzienne chodzenie z Panem, słuchanie Jego głosu, podporządkowywanie swojego życia Jego woli.

Właśnie dlatego powstała ta strona. Żeby pokazać, że jest inna droga. Że można wierzyć naprawdę - nie na pokaz, nie z tradycji, nie ze strachu - ale z przekonania, z miłości, z głębokiego zrozumienia tego, kim jest Bóg i czego od nas oczekuje.

Wszystko, czego potrzebujesz, znajdziesz w Piśmie Świętym. Nie w ludzkich doktrynach, nie w tradycjach kościelnych, nie w opiniach teologów - ale w samym Słowie Bożym. Otwórz je. Przeczytaj. Pozwól, żeby do Ciebie przemówiło.

Zapraszam Cię do tej podróży.

Razem odkryjmy, co Bóg ma nam do powiedzenia.