Bóg Biblii a Bóg religii - dlaczego w Piśmie wydaje się tak ludzki
W Biblii Bóg się smuci, cieszy, spiera z człowiekiem i żartuje. Religia często pokazuje kogoś zimnego i odległego. Skąd ta różnica i kto ma rację?
Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? Jakże cię mogę równać z Admą i uczynić podobnym do Seboim? Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności.
- Oz 11:8 (BT)
Jeśli kiedykolwiek usiadłeś do Biblii sam - bez kazania, bez komentarza, bez kogoś, kto mówi ci, co masz w niej zobaczyć - to być może przeżyłeś coś dziwnego. Zaskoczenie. Bóg, którego tam spotykasz, nie przypomina tego, którego znałeś z dzieciństwa.
Ten z Biblii się smuci. Cieszy się. Daje się przekonywać. Spiera się ze swoim prorokiem o krzak. Wyrzuca swojemu ludowi zdradę jak zraniony mąż. A potem przychodzi na ziemię, siada do stołu z ludźmi, których wszyscy omijają, i płacze przy grobie przyjaciela.
Wydaje się taki… ludzki. Taki bliski. I taki genialny.
A potem wracasz do religii - i znowu widzisz kogoś innego. Kogoś odległego, surowego, schowanego za rytuałami, formułkami i pośrednikami. Kogoś, kto głównie liczy twoje grzechy.
Który obraz jest prawdziwy? I skąd w ogóle ta różnica?
Bóg, który czuje
Zacznijmy od czegoś, co wielu czytelników Biblii zaskakuje najbardziej: Bóg w Piśmie nie jest zimnym mechanizmem. Ma emocje - i wcale ich nie ukrywa.
Tuż przed potopem czytamy, że „żal było Panu, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się” (Rdz 6:6). Nie „zdenerwował się na system”. Zasmucił się. Jak ojciec, który patrzy, co jego dzieci zrobiły ze swoim życiem.
U proroka Ozeasza Bóg mówi o swoim niewiernym ludzie jak mąż o żonie, która go zdradziła. I zamiast wyroku słyszymy wewnętrzną walkę: „Jakże cię mogę porzucić?” - to zdanie, od którego zaczęliśmy. Bóg, któremu „serce się wzdryga” na myśl o odrzuceniu tych, którzy Go zranili.
A u proroka Sofoniasza jest coś jeszcze piękniejszego:
Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz - On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości.
- So 3:17 (BT)
Przeczytaj to jeszcze raz. Bóg, który wznosi okrzyk radości z twojego powodu. Nie toleruje cię. Nie znosi cię cierpliwie. Cieszy się tobą.
Teologowie powiedzą, że to antropomorfizmy - opisywanie Boga ludzkim językiem, bo innego nie mamy. I to prawda. Bóg nie jest kapryśny jak my: „Bóg nie jest jak człowiek, by kłamał, ani jak syn ludzki, by żałował” (Lb 23:19). Jego uczucia nie są humorami. Ale to nie znaczy, że są pustą metaforą. One pokazują coś realnego: że Bóg jest Kimś, a nie czymś. Że w relacji z tobą coś Go obchodzi.
Bóg, który rozmawia - i daje się przekonywać
Jedna z najbardziej niezwykłych scen w Biblii to rozmowa Abrahama z Bogiem o Sodomie (Rdz 18). Bóg zapowiada zniszczenie miasta, a Abraham zaczyna się targować. Pięćdziesięciu sprawiedliwych? Czterdziestu pięciu? Czterdziestu? Trzydziestu? Dwudziestu? Aż w końcu:
Na to Abraham: „Niech się nie gniewa Pan, jeśli raz jeszcze zabiorę głos: może znalazłoby się tam dziesięciu?” Odpowiedział Pan: „Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu”.
- Rdz 18:32 (BT)
Bóg nie ucina rozmowy. Nie mówi: „Jak śmiesz?”. Pozwala człowiekowi wejść w dialog - i traktuje go poważnie.
O Mojżeszu Biblia mówi, że „Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (Wj 33:11). Jak z przyjacielem. Nie jak cesarz z poddanym.
A Hiob? Człowiek, który stracił wszystko, przez dziesiątki rozdziałów rzuca Bogu w twarz pretensje i pytania. Jego przyjaciele w tym czasie wygłaszają bardzo pobożne, bardzo poprawne teologicznie mowy. I kto na końcu dostaje od Boga pochwałę?
Rozpalił się gniew mój na ciebie i na dwóch twoich przyjaciół, bo nie mówiliście o Mnie prawdy, jak sługa mój, Hiob.
- Hi 42:7 (BT)
Bóg woli szczerą skargę od pobożnej fasady. (Więcej o tej historii pisałem w artykule o Hiobie.) Nic dziwnego, że mniej więcej jedna trzecia Psalmów to lamenty. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22:2). Bóg sam umieścił w swojej Księdze modlitwy ludzi, którzy się z Nim kłócą. To mówi coś o tym, jakiej relacji szuka.
Bóg z poczuciem humoru
Tak, dobrze przeczytałeś. I żeby to zobaczyć, nie trzeba nawet otwierać Biblii. Wystarczy rozejrzeć się po świecie, który stworzył.
Paweł pisze, że niewidzialne przymioty Boga „stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1:20). Zwykle przytacza się ten werset jako argument za Bożą mocą i mądrością. Ale popatrz na stworzenie uczciwie, a zobaczysz w nim coś jeszcze.
Pandę wielką - niedźwiedzia, który żywi się niemal wyłącznie bambusem, a do tego potrafi spaść z drzewa, sturlać się ze zbocza i leżeć dalej, jakby nic się nie stało. Dziobaka - ssaka z kaczym dziobem, który znosi jaja, karmi młode mlekiem, a samiec ma jadowite ostrogi. Kiedy pod koniec XVIII wieku pierwszy okaz trafił do Anglii, przyrodnicy podejrzewali żart jakiegoś preparatora i szukali szwów, którymi ktoś przyszył dziób do futra.
Pingwiny, które na lądzie drepczą jak kelnerzy w za ciasnych frakach, a w wodzie zamieniają się w torpedy. Wydry morskie, które potrafią zasypiać, trzymając się za łapy, żeby nie odpłynąć od siebie.
Nic z tego nie było konieczne. Świat mógłby działać i bez tego. A jednak Ktoś go właśnie tak zaprojektował. Psalm 104, wyliczając dzieła stworzenia, wspomina morskiego potwora Lewiatana, „którego stworzyłeś, aby igrał w nim” (Ps 104:26). Bóg stworzył potężną istotę po to, żeby się bawiła.
A w Księdze Hioba sam Bóg opisuje strusia z wyraźnym przymrużeniem oka. Samica zostawia jaja na piasku i zapomina, że ktoś może je rozdeptać, „Bóg bowiem odmówił jej mądrości” - ale kiedy zrywa się do biegu, śmieje się z konia i jeźdźca (Hi 39:13-18). To Stwórca, który patrzy na własne dzieła z uśmiechem.
To samo poczucie humoru widać w tym, jak Bóg postępuje z ludźmi. Weźmy Księgę Jonasza. Prorok dostaje zadanie, żeby iść do Niniwy - i ucieka w przeciwnym kierunku. Kończy w brzuchu ryby. W końcu idzie, głosi, miasto się nawraca… a Jonasz jest wściekły, że Bóg okazał miłosierdzie. Siada pod miastem i się dąsa. Bóg pyta go: „Czyż słusznie się gniewasz?” (Jon 4:4). Potem daje mu krzew na cień, następnego dnia krzew usycha, a Jonasz chce umrzeć z żalu. I wtedy Bóg mówi:
Ty masz litość nad krzewem, którym się nie trudziłeś i którego nie wyhodowałeś, który w jedną noc wyrósł i w jedną noc zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, w którym znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?
- Jon 4:10-11 (BT)
„A nadto mnóstwo zwierząt”. Na tym zdaniu kończy się cała księga. Bóg cierpliwie tłumaczy obrażonemu prorokowi rzecz oczywistą - i dorzuca jeszcze zwierzęta. To jest delikatna, ciepła ironia kogoś, kto kocha nawet tego, kto się na Niego boczy.
Albo Balaam, który jedzie na oślicy, żeby przekląć Izraela. Oślica widzi anioła, Balaam nie. Bije ją trzy razy - aż oślica się odzywa: „Cóż ci zrobiłam, że mnie bijesz już po raz trzeci?” (Lb 22:28). A Balaam… zaczyna się z nią kłócić, jakby rozmowa z osłem była najnormalniejszą rzeczą na świecie. Prorok, który miał widzieć więcej niż inni, okazuje się ślepszy od własnego zwierzęcia.
A Jezus? Jego język jest pełen celowej przesady, która musiała rozbawiać słuchaczy. Ktoś, kto z belką w oku próbuje wyjąć drzazgę z oka brata (Mt 7:3). Religijni przywódcy, którzy „przecedzają komara, a połykają wielbłąda” (Mt 23:24). Wielbłąd przechodzący przez ucho igielne (Mt 19:24). To nie są suche wykłady. To obrazy, które się pamięta, bo są zabawne i trafiają w punkt.
Bóg genialny
I właśnie to drugie słowo - „genialny” - pasuje tu idealnie.
Przyjrzyj się, jak Jezus odpowiada na pułapki. Faryzeusze pytają Go, czy płacić podatki cesarzowi. Jeśli powie „tak” - straci lud, który nienawidzi Rzymian. Jeśli powie „nie” - Rzymianie Go aresztują. Jezus prosi o monetę, pyta, czyj na niej wizerunek, i mówi: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22:21). Jednym zdaniem rozbraja pułapkę - i jeszcze daje do myślenia: skoro na monecie jest wizerunek cesarza, to czyj wizerunek nosi człowiek?
Przyprowadzają kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Prawo mówi jasno, tłum ma kamienie w rękach. Jezus pisze coś palcem na ziemi i mówi tylko: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8:7). I ludzie odchodzą jeden po drugim, zaczynając od najstarszych.
Przypowieści Jezusa są tak proste, że zrozumie je dziecko - i tak głębokie, że teologowie studiują je od dwóch tysięcy lat. Tak mówi ktoś, kto zna człowieka od środka. Bo go stworzył.
Bóg, który stał się człowiekiem
Wszystko to prowadzi do jednego wydarzenia. Do chwili, gdy „ludzki” Bóg przestał być tylko opisem, a stał się faktem:
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
- J 1:14 (BT)
Bóg w Jezusie jest zmęczony drogą i siada przy studni (J 4:6). Idzie na wesele i ratuje młodą parę przed wstydem, gdy kończy się wino (J 2:1-11). Je z celnikami i grzesznikami tak często, że nazywają Go „żarłokiem i pijakiem” (Mt 11:19 - pisałem o tym w artykule Radość nie jest grzechem). Bierze dzieci na ręce, choć uczniowie chcą je odpędzić (Mk 10:13-16). A przy grobie Łazarza, choć wie, że za chwilę go wskrzesi - „Jezus zapłakał” (J 11:35).
I kiedy Filip prosi: „Pokaż nam Ojca”, Jezus odpowiada:
Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca.
- J 14:9 (BT)
To jest klucz do całej sprawy. Jeśli chcesz wiedzieć, jaki jest Bóg - patrz na Jezusa. Nie na to, co o Bogu opowiadają ludzie. Na Jezusa.
Autor Listu do Hebrajczyków wyciąga z tego bardzo praktyczny wniosek:
Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę w stosownej chwili.
- Hbr 4:15-16 (BT)
Z ufnością. Nie ze strachem. Nie przez kolejkę pośredników. Z ufnością.
To nie Bóg jest ludzki - to my jesteśmy stworzeni na Jego obraz
Kiedy mówimy, że Bóg w Biblii wydaje się „ludzki”, właściwie odwracamy kolejność. Już na pierwszej stronie Pisma czytamy:
Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
- Rdz 1:27 (BT)
Nasza zdolność do kochania, śmiechu, tęsknoty, współczucia i płaczu nad cudzym nieszczęściem nie wzięła się znikąd. To odbicie Jego natury w nas. Dlatego rozpoznajemy w Bogu coś znajomego - bo to my zostaliśmy do Niego podobni, a nie On do nas.
Grzech ten obraz zamazał, ale go nie zniszczył. A Jezus, który jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1:15), przyszedł także po to, żeby pokazać nam, jak ten obraz wygląda w pełni - i żeby odnowić go w nas.
Skąd więc Bóg zimny i odległy?
Tu robi się najciekawiej. Bo to napięcie, które czujesz - między Bogiem z Biblii a Bogiem z religii - jest opisane w samej Biblii.
Zauważ, z kim Jezus spierał się najostrzej. Nie z prostytutkami. Nie z celnikami. Nie z poganami. Z ludźmi religijnymi. Z tymi, którzy najwięcej wiedzieli o Bogu i najbardziej skrupulatnie przestrzegali przepisów.
Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji.
- Mk 7:8 (BT)
O przywódcach religijnych mówił: „Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (Mt 23:4). A kiedy oburzali się, że uczniowie w szabat zrywają kłosy, odpowiedział: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2:27).
Religia jako ludzki system ma w sobie naturalną skłonność: obudowywać Boga. Najpierw przepisami, potem tradycjami, potem instytucjami, pośrednikami i formułkami - aż w końcu między człowiekiem a Bogiem stoi tyle warstw, że samego Boga już nie widać. (O tym mechanizmie pisałem szerzej w artykule Tradycja a Pismo Święte.)
I to nie jest problem jednego wyznania. Legalizm, sztywność i strach potrafią zagnieździć się w każdej wspólnocie - katolickiej, prawosławnej, protestanckiej, jakiejkolwiek. Wszędzie tam, gdzie system zaczyna być ważniejszy niż Osoba.
Z tego obudowywania rodzą się zwykle dwa zniekształcone obrazy Boga:
- Bóg odległy - surowy sędzia, księgowy grzechów, ktoś, do kogo trzeba się dopiero „dostać” przez odpowiednie rytuały i zasługi. Taki obraz rodzi strach i poczucie, że nigdy nie jesteś wystarczająco dobry.
- Bóg kumpel - miły, niewymagający, akceptujący wszystko i niczego nie oczekujący. To reakcja na ten pierwszy obraz. Rodzi obojętność, bo po co traktować poważnie kogoś, komu wszystko jedno.
Oba są dziełem człowieka. I oba mijają się z Bogiem, którego pokazuje Pismo.
Bliski - ale nie kumpel
Bo trzeba to uczciwie powiedzieć: Bóg z Biblii nie jest tylko ciepły i przytulny. Kiedy prorok Izajasz zobaczył Go w wizji, nie powiedział „jak miło”. Powiedział: „Biada mi! Jestem zgubiony!” (Iz 6:5). Ten sam Bóg mówi: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55:8). Jest święty. Jest sprawiedliwy. Gniewa się na zło - i ma do tego pełne prawo. (Jeśli ta strona Boga cię niepokoi, przeczytaj artykuł Dlaczego Bóg w Starym Testamencie był okrutny?.)
Ten sam Jezus, który przytula dzieci, wywraca stoły kupców w Świątyni (J 2:15). Ten sam, który broni kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, mówi jej na koniec: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8:11).
Biblia nie wybiera między tymi obrazami. Trzyma je razem. I chyba najpiękniej robi to jeden werset z Izajasza:
Bo tak mówi Wysoki i Wzniosły, którego stolica jest wieczna, a imię Święty: „Zamieszkuję miejsce wzniosłe i święte, lecz jestem z człowiekiem skruszonym i pokornym, aby ożywić ducha pokornych i tchnąć życie w serca skruszone”.
- Iz 57:15 (BT)
Wzniosły i święty - a jednocześnie z człowiekiem skruszonym. Nie albo-albo. I-i. To jest Bóg, którego żaden ludzki system nie wymyśliłby sam, bo człowiek zawsze przesuwa się w jedną skrajność. Tylko Bóg, który sam się objawia, może być naraz tak wielki i tak bliski.
Jak poznać prawdziwego Boga?
Jeśli czujesz, że Bóg, którego znałeś, był bardziej „religijny” niż biblijny - mam dla ciebie dobrą wiadomość. Nie musisz zadowalać się obrazem z drugiej ręki.
Jezus powiedział w modlitwie do Ojca coś, co streszcza cały ten tekst:
A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
- J 17:3 (BT)
Nie „aby znali religię”. Nie „aby wiedzieli o Bogu”. Aby znali Ciebie. Chrześcijaństwo w swojej istocie nie jest systemem przepisów, tylko relacją z Kimś, kto się smuci, gdy odchodzisz, cieszy się, gdy wracasz, i był gotów umrzeć, żebyś mógł Go poznać.
Jeśli czytając Biblię masz wrażenie, że Bóg jest bliższy, cieplejszy i mądrzejszy, niż ci mówiono - to nie złudzenie. To znak, że zaczynasz poznawać Go takim, jakim naprawdę jest.